Parada pojazdów ślubnych |

Foto-relacja z komentarzem |
Parada pojazdów ślubnych
 |
Parada pojazdów ślubnych. Ten pomysł czekał na swoją realizację prawie dwa lata. Aż wreszcie w sobotę 14 marca, dzień przed Targami Ślubnymi w Hotelu Andersia, równo z wybiciem południa, ruszyła ulicami Poznania kawalkada ślubnych pojazdów. |
| |
Orszak otwierał dziesięciometrowy Hummer, jedyny dotychczas egzemplarz takiego samochodu w Poznaniu. Wzbudzał wrażenie. To właśnie ten pojazd otwierał kolumnę z racji swoich niecodziennych wymiarów. Wychodząc z założenia, że jak ten samochód zmieści się w zakręcie, to i pozostałe pokonają trasę bez specjalnego kłopotu. |
| |
Ozdobą parady były dwa Gold Wingi, największe i najdroższe motocykle na świecie. Auta zabytkowe reprezentował Chrysler z roku 1932. Jako nowe auto, sprowadzony do Polski na specjalne zamówienie. Kolejne 20 lat przejeździł jako taksówka w Płocku. Później odkupiony przez poznańskiego kolekcjonera. Sporadycznie wypożyczany jest na przewozy ślubne. Podczas parady, miałem przyjemność zasiąść na fotelu obok kierowcy. To była ciekawa przygoda, w zupełnie starym stylu. Wysoko postawiona maska, rytmiczny odgłos silnika, kierowca, jakby z tamtej epoki. Zwracaliśmy uwagę przechodniów jak i użytkowników jezdni. |
| |
Czarny, biały, czarno biały, 7,5 m. albo 9 m - to Lincolny z orszaku. W każdym zaopatrzony barek i miejsca dużo więcej niż potrzeba dla wygodnej jazdy, a przede wszystkim ten szpan, symbol przepychu i luksusu. Nie zabrakło Mercedesów i poczciwej Warszawy. |
 |
|
Gdy tak stanęły wszystkie w kolumnie jeden za drugim mieliśmy ponad sto metrów ślubnego transportu. Przechodnie zatrzymywali się z uśmiechem, z wielkim zaciekawieniem przyglądali się ślubnym pojazdom. Kto żyw, chwytał za telefon komórkowy, żeby chociaż kilka razy pstryknąć ten niecodzienny obrazek. |
| |
Finał przejazdu miał miejsce na tyłach poznańskiej Katedry, potem wspólna fotografia wszystkich pojazdów i jeszcze triumfalny powrót do centrum miasta. Była to manifestacja pomysłu i przymiarka w rzeczywistości. To widowisko, poznaniacy odebrali raczej jako przejazd ślubny jakiejś konkretnej pary narzeczonych, której starczyło fantazji i niezbędnych środków. |
 |
|
Strach przeliczać ile trzeba zainwestować w taki nieskromny orszak samochodowy do ślubu. Godzina wynajmu długasa Hummera to wysiłek równy sześciu stówkom za godzinę, motocykle w konwoju uszczuplą budżet o kolejne 500 zł, Chrysler 1932 wynajęty na cały ślubny dzień, objawi się inwestycją 900 zł, kilka limuzyn po tysiącu ( uśredniam mocno cenę dla łatwości sumowania, tego rodzaju pojazdy w zależności od stopnia zadbania, rocznika i marki można zamówić od 800 do 1300 zł.) |
 |
|
| |
To był swoisty test dla kierowców ślubnych pojazdów, organizatorów przejazdu, a także narzeczonych. Co powinniśmy w tym wszystkim poprawić na lepsze? Zmobilizować możliwie największą grupę kierowców i pojazdów ślubnych, śmiało możemy pokazać się całą "czterdziestką". Zadbać o pomoc "drogówki" w organizowaniu przejazdu ulicami miasta. Przekonać media do współpracy w organizowaniu widowni dla tego uroczystego przejazdu. Koniecznie zadbać o wygodne miejsce dla finału, gdzie swobodnie zaparkujemy pojazdy i udostępnimy je dla zainteresowanych. Kierowców i ich wspaniałe maszyny udostępnimy Narzeczonym. Taki "orszak piknik" czyli przyjemne z pożytecznym.
- Mariusz Figaj
|
 |
|
| |
|
|