„Wielkopolanie na ślubnym kobiercu”

 foto-reportaż z wydarzenia przygotował
Marcin Melanowicz 

Odpowiednie miejsce, temat i styl, tak można podsumować realizację pomysłu wystawy starej fotografii „Wielkopolanie na ślubnym kobiercu”. W księdze pamiątkowej

Poznańska restauracja, kawiarnia „Monidło” – taki prawdziwy poznański dom otwarty, pojedynczy reprezentant gastronomii utrzymanej w klimacie pełnego ciepła, rodzinnej atmosfery. Wyśmienita kuchnia, przytulne wnętrza, gościnny dom, to wymarzone miejsce na spotkanie postaci lat minionych, utrwalonych okiem fotografa w rzeczywistości chwili uroczystej, pełnej dostojności i elegancji.
Wszystkie kadry, uchwycone w ramach wielkopolskiego ślubu i wesela...już z całkiem innej epoki.
Monidło – to portret rodzinny, przeważnie fotografia ślubna. Wykonana w technice obrazu czarno białego dla zwiększenia efektu podmalowane kredką. Historią sięga czasów, kiedy było jedyną fotografią w całym domu. Specjalnie traktowane, zawieszone w wyróżnionym miejscu, często nad podwójnym, małżeńskim łożem.
Wpadając w wolnej chwili na małą czarną lub dla innej uciechy dla podniebienia, można odpocząć od miejskiego gwaru, pędu codzienności, licząc zawsze na spotkanie kogoś z palestry pisarzy, autorów, dziennikarzy czy innych twórców z poznańskiego środowiska artystycznego.
Na murach „Monidła” prezentują swoją twórczość rzeźbiarze, fotografowie, malarze. Tym razem zagościła kolekcja starej fotografii. Swoją pasją zbieracza ślubnych pamiątek, wielkopolskich śladów przeszłości w temacie ślubu i wesela dzieli się z Wami Mariusz Figaj- wydawca informatora „Kurier Weselny” i czasopisma „Ślub i Wesele”. Najstarsza fotografia datowana jest rokiem 1899, para uwieczniona na obrazku – to Wielkopolanie. Wzięli ślub w Ameryce, dokąd wyemigrowali „za chlebem” Jak w telenoweli, Ona była kucharką, On kamerdynerem... Pobrali się za wielką wodą, z wielkiej miłości. Potem wrócili do Ojczyzny, osiedlili się w małej wiosce koło Mosiny.
Okazuje się, że tych zupełnie starych pamiątek ślubnych jest w wielkopolskich domach sporo. Wspólnymi siłami zebrane dla wystawy zdjęcia, to zaledwie garstka z tego co z niezwykłą pieczołowitością strzeżone jest przed zapomnieniem.
Są domy, w których ślubny portret pradziadków zdobi wnętrze, gdzie stare albumy, równo poustawiane na półkach, czyjaś ręka troskliwie odkurza, przewraca strony i przywołując obrazy z przeszłości. Udało nam się wywołać duch przeszłości, właśnie w ślubnych szatach. Dobrze będzie, gdy zasiane na tej wystawie ziarenko wywoła lawinę pozyskanych na nowo eksponatów dla następnej wystawy.
Każda fotografia, to osobna historia, opowieść zapisana na prostokątnym obrazku. Jest okazja powspominać, zakręcić łezką w oku, odświeżyć rodzinne przyjaźnie, odnaleźć przeszłość.
To już chyba zasada obowiązkowych zachowań, kiedy młodzi mają się ku sobie w pewnym etapie znajomości, następuje chwila, w której wypada już przedstawić sobie nawzajem rodziny. „Ta gruba i niska w tym śmiesznym kapelusiku – to moja Ciocia Hela, ten łysawy obok to wujek Stefan. A widzisz tę małą dziewczynkę? To ja. Poznałbyś bez podpowiedzi??? A tu, uważaj to moi dziadkowie; babcia Rozalia i dziadek Zygmunt...
Było w domu także zdjęcie ślubne pradziadków. Prababka miała, wyobraź sobie, czarną suknię ślubną, dziadek cylinder – tyle pamiętam. Zdjęcie gdzieś się zapodziało.
Jak ci zależy i chcesz zobaczyć także pradziadków, to zrobię porządek w pudłach na strychu i na pewno znajdę.” Właśnie na takich pra albo pra pra dziadkowych fotografiach bardzo nam zależy. Jeżeli znajdziecie takie ślady przeszłości w swoich domach, dajcie nam znać.
Będziemy wdzięczni kiedy pozwolicie nam zrobić kopię tych pamiątek i przy następnej wystawowej okazji wyeksponować razem z innymi.
Zapraszam, zaplanujcie sobie jedną z lutowych randek właśnie w „Monidle”, podają tu pyszną kawę, obsługa jest na medal. Urocze wnętrza są wprost wymarzoną scenografią dla walentynkowych szeptów, czułych słówek, a może nawet pierwszego całusa.
A do tego, niesamowita obecność „świątecznych duchów” zerkających z każdej ściany. Tak, tak i żadnej w tym przesady.
Kiedy dzień, a raczej noc przed dniem otwarcia wystawy zamykałem w ramki ostatnie oryginalne fotografie, mój piesek, także oryginalnej urody jamniczka o imieniu „Figa” zaczął się dziwnie zachowywać. Bez wyraźnej przyczyny zaczął szybkie spacery po mieszkaniu, z głową uniesioną wysoko, węszył w każdym kącie. Sierść na grzbiecie zjeżyła się, aż włosy stanęły pionowo.
I takie o niecodziennym brzmieniu szczeknięcia, jakby psia rozmowa z kimś niewidocznym.
Popatrz! – zawołałem do żony – uwolniliśmy duchy przeszłości, przyszły do nas w tę noc.

Eeee, przestań straszyć!

Gorąco zachęcam do odwiedzenia naszej wystawy.
Restauracja, kawiarnia „Monidło”, Poznań, ul. Jana Matejki 68

Czynne codziennie w godzinach od 12.00 do 22.00. Oczywiście wstęp na wystawę jest bezpłatny